I jak tu nie być…

I jak tu nie być aspołecznym?
Byłem w sobotę z Siusiakiem na spacerze w polach pod lasem. Rozejrzałem się, nikogo nie widać ani nie słychać to odpiąłem smycz*, Siusiak usiadł i czekał na rozwój sytuacji, nachyliłem się po patyk i w tym momencie, w ułamku sekundy z kupy gałęzi wyskoczył brudny, śmierdzący, kot po przejściach – wiele walk w życiu stoczył, nie wszystkie widać wygrał.
Zanim zdążyłem się obejrzeć, przegryzł mi się przez wewnętrzną część środkowego palca na wylot i uciekł.
Jako, że mimo wszystko lubię żyć i nie koniecznie chciałbym umrzeć na wściekliznę czy męczyć się z tężcem od razu zawróciłem i znacząc za sobą ślady z palca, który nie chciał przestać krwawić odstawiłem siusiaka, wsiadłem w samochód i długa do apteki po coś do odkażania.

Pani w aptece skierowała mnie do szpitala, tam dostanę zastrzyk i będzie okej, bo nie ma co ryzykować.
Przytaknąłem, bo i tak chciałem tam iść.
W szpitalu dostałem szczepionkę na tężec, mimo że dostałem 4-5 lat temu, ale pojawiły mi się wątpliwości, więc lepiej było ją przyjąć.
W szpitalu dostałem skierowanie na oddział zakaźny w sąsiednim mieście, wracając spotkałem „znajomą twarz” z pracy.
Chwilę pogadaliśmy, po czym mnie wyśmiał, że jestem pizdą, bo ugryzł mnie kotek i zaraz lecę się szczepić.

Całość skwitował „od wścieklizny jeszcze nikt nie umarł cipko”.
Nie przejąłem się tym, wsiadłem z Żoną w samochód, pojechałem, dostałem zastrzyk i po sprawie, mogłem spać spokojnie.

No prawie.
W poniedziałek w pracy wchodzę do biura, na drzwiach wisiało zdjęcie jakiegoś małego kotka z napisem „UWAGA, GROŹNY WŚCIEKŁY KOT”, otwieram drzwi, druga, taka sama na moim biurku…

Mówiłem już, że nie wiem dlaczego jestem aspołeczny?

Dorośli ludzie… dbanie o własne zdrowie jest oznaką bycia jakimś gorszym?

#truestory #szczepienia #zdrowie i trochę #zwierzeta

*I zanim mnie zbesztacie za puszczanie psa luzem: mieszkam na takim zadupiu, że w sobotę przed 7 rano w tych okolicach życie nie istnieje, a nawet jakby istniało to Siusiaka wszyscy znają więc nie ma z tym problemu, żeby biegał sobie luzem, samemu.